
W nowym miejscu mieszkamy około dwóch lat. Naturalnie, że zachwyceniu bogactwem krajobrazu, dźwięków, o zgrozo zapachów oraz wszelkiej zwierzyny. Normą stało się – i dla nas jak i dzieci- znalezienie bażanta, czmychającego stada saren, dzika, lisa i wielu innych zwierząt o których w mieście ( przynajmniej do niedawna ) można było wyłącznie pomarzyć. W centrum – gdzie mieszkaliśmy – w szczególności. Mimo, że stało się to normą nie znaczy, że za każdym razem kiedy widzę sarnę, lub lisa nie podrywam się szczęśliwy jak moje dzieci podrygując wesoło i krzycząc do żony „Sarna! Ania patrz! Sareeeenka!”. Ot co, faceci podobno nigdy nie dorastają, zmieniają się tylko zabawki.

Około 50m za domem płynie strumień, Struga. Dzięki temu właśnie strumieniowi okoliczne pola i laski są stale obficie zaopatrzone w wodę, a tereny dookoła dość podmokłe. Jest to ważne w okolicy do tego stopnia, że od tegoż właśnie zjawiska wzięła się nazwa wsi- Łęg (łęg- podmokła łąka tudzież las liściasty o bogatym poszyciu i bujnym runie, rosnący w dolinie rzeki lub strumienia). Okna sypialni skierowane w strone Strugi dają w sezonie wiosenno-letnim obserwować wspaniałe sceny żywcem wyjęte z telewizji popularnonaukowej o tematyce przyrodniczej- i to zaraz po przebudzeniu.

Rok temu w okolicy strugi zaczęliśmy znajdować połamane gałęzie, chociaż może połamane to nieodpowiednie słowo, ścięte. Cieńsze jak od jednego celnego uderzenia np maczetą- ładnie, gładko, sprawnie. „Pewnie któryś z okolicznych chłopów czyści dojście do Strugi”. No nie. W szybkim czasie pokładać zaczęly się połacie krzaków, małe olchy, leszczyny, brzozy, aż w końcu zaczęły upadać drzewa. Drzewa dwudziesto, trzydziesto czy czterdziesto centymetrowej średnicy. Wtedy było już pewne- kochanie, mamy bobry.

Jako że w okolicy naszego domu są dwa dzikie stawy, bobry zrobiły tu sobie El Dorado. Drzewa zaczynają kłaść się w ilości dwóch tygodniowo. Na Strudze pojawiły się tamy, na stu metrach az cztery. Woda piętrzy się tam, że o ile do rzeczki można było dojść na dwa metry, teraz cięzko na dziesięć. Stawy rosną, ziemia piętrzy się, a na brzegach widać coraz to nowe korytarze i rowy wypełnione wodą. Jak widać jeszcze rodzinka wpadła z wizytą. Trudno. Na szczęście nasze i ich, prowadzimy stolarnie, a nie uprawiamy role. Pola uprawne kończą się ok pięćdziesiąt metrów przed strumieniem więc bobry budują swoje małe imperium w najlepsze. Czas najwyższy zapolować. Nigdy nie widziałem bobra na żywo, smutne, ale prawdziwe. To cel na najbliższy czas.

Ostatnio także częściej badam mapki okolicy, rzuty satelity i mapy wujka G. Okazuje się, że w okolicy znajduje się taka masa pleneru, lasów, rzeczek, stawów i oczywiście Pilica, że celem na ten rok raz za razem jest organizowanie coraz to następnych wypraw i poszukiwanie najciekawszych miejsc.
A jak to wygląda u was? Gdzie wy szukacie inspiracji, szczęścia, materiałów. Ja wy wykorzystujecie miejsce w których mieszkacie aby się rozwijać? Bo przecież nie ważne czy mieszkasz w mieście czy na wsi. Zdjęcie to nic innego jak interpretacja danego obrazu przez fotografa. Oczywiście obraz który zatrzymujemy to to co widzą wszyscy. Do nas należy jednak widzieć to piękniej, lepiej, bardziej, ciekawiej i przekazać to zainteresowanym w formie zdjęcia. Z odbiorcą wiąże Cię niepisana umowa, nie zawiedź go!
-Wasz jak zawsze wygadany, Adam
